|
Jacek Olek
eksplorator, himalaista, biznesmen
(interesuje się życiem ludzi gór i nomadów)
20 listopada 2024 (wtorek) o
godz. 19.00
Ilustracja muzyczna: Andrzej Kluz – akordeon
Spotkanie prowadził organizator cyklu Jerzy Adamuszek
W organizacji wieczoru pomagał
Wojtek Skoryna
Jacek Olek:
Wychował się i studiował w Polsce. Od młodych lat uprawiał lekkoatletykę, co
dało mu doskonałe przygotowanie do późniejszych wypraw w góry (należal do klubu
sportowego Gwardia Warszawa). Na zawodach w Budapeszcie odłączył się od ekipy i
pojechał przez Sofię do Słowenii. Stamtąd pieszo przez góry dotarł najpierw
do Austrii a potem do Niemiec. Tam długo czekał na wizę do Kanady i w 1968
przybył do Montrealu. Przez 30 lat w dzielnicy Cote des Neiges przy ul. Queen
Mary prowadził sklep ze sprzętem sportowym Blacks International, który przez 30
lat był mekką dla alpinistów i podróżników.

Jacek Olek
W 1974 z kolegami zrobili pierwszy trawers przez Ziemię Baffina w Kanadyjskiej
Arktyce, a w 1978, jako pierwsi wspinacze z Quebeku, zdobyli Mount Logan
(najwyższy szczyt Kanady).
W 1981 Jacek zaprosił do Montrealu Andrzeja Zawadę, prekursora i legendę
polskiego himalaizmu na pokaz slajdów o pierwszej zimowej wyprawie w 1980 na
Mount Everest (Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki zdobyli szczyt jako pierwsi
zimą). W 1983 Jacek uczestniczył w zimowej wyprawie na K2 (drugi szczyt świata –
8611) oraz z kolegami dokonali rekonesansu zimowego na K2 od strony
pakistańskiej. W 1985 był członkiem polsko-kanadyjskiej wyprawy, z której kilku
weszło jako pierwsi zimą na Cho Oyu (8201). W 1987 Pakistan wydał grupie
himalaistów pozwolenie na wejście zimowe 1987/88. Karawana złożona z 600
tragarzy po trzech tygodniach dotarła do bazy. Potem Cichy i Wilecki przy temp.
minus 42 osiągnęli tylko 7300 m npm. W 1999 Jacek i Darek Załuski zrealizowali
pierwszy rekonesans zimowy północnej ściany K2 od strony chińskiej.
%2007.jpg)
Jacek Olek, Himalaje.
W 2018 Jacek Olek otrzymał specjalną nagrodę: Summit of excellence Award
Banff Mountain Film and Books Festival za pionierską działalność - poświęcił
prawie 40 lat swojego życia na promocję kultury ludzi zamieszkujących góry. Pan
Jacek trzy razy występował jako prelegent w „Spotkaniach Podróżniczych”.

Announcing the 2018 Summit of Excellence Award winner, accomplished Quebec
climber Jacques Olek
Relacja ze spotkania
Po oficjalnym przywitaniu gości poprosiłem prezeskę Kongresu Polonii
Kanadyjskiej (KPK), Bożenę Pyrkosz o zabranie głosu. Pani Bożena przyznała, że
kiedy Jacek Olek rozpoczynał swoją przygodę z Himalajami, była za młoda, aby
śledzić takie wydarzenia. Ale teraz, po ogólnym zapoznaniu się z tematem, jest
pełna podziwu i bardzo to doecnia. Pani Bożena, mimo że jest lekarka z zawodu,
znajduje czas na pracę społeczną, czego dowodem jest przybycie na dzisiejszy
wieczór, Przypomniała również przybyłym na imprezę o roli KPK i Towarzystwa
Białego Orła oraz możliwości wstąpienia do tych organizacji.

Andrzej Kluz
W celu wprowadzenia
atmosfery poprosiłem Andrzeja Kluza, profesjonalnego akordeonistę, który zagrał
tango „La Paloma”. Pan Andrzej przez długie lata z wokalistką Magdaleną tworzyli
duet „Retro Styl”, a obecnie będąc prezesem najstarszej organizacji Towarzystwa
Białego Orła czasami wystepuje jako DJ pod nazwą „Eurostyl”. Oprócz tego raz w
tygodniu grywa dla mieszkańców CHSLD Polonais M. C. Skłodowska.
Po przeczytaniu biogramu
Pana Jacka, przeszliśmy do prezentacji Jego dorobku. Pierwszy blok zaprezentował
znany nam z wielu prezentacji cyklu „Spotkania Podróżnicze” - Wojtek Skoryna,
Na wstępie powiedział, że po przybyciu z Polski do Montrealu Pan Jacek był
jednym z pierwszych Polaków, których spotkał (wypowiedź zamieszczona jest
poniżej). Potem zaprezentował ze swojego laptopa zestaw archiwalnych zdjęć i
dokumentów Pana Jacka – np. zdjęcia z bieżni z lat 60-ych oraz z pierwszej
wyprawy na Ziemi Baffina. Musiał w tym celu pojechać do Jego domu, wszystko
zeskanować i ułożyć w PowerPoint. Bardzo dziękujemy panu Skorynie za poświęcenie
czasu, za pomoc w zorganizowaniu tego spotkania.
W przerwie pan Andrzej zagrał:„ O sole mio” (L. Pavarotti) oraz biesiadny utwór
„Zagraj mi piękny Cyganie”.

Od lewej: Jerzy Adamuszek,Wojtke Skoryna,
Jacek Olek, Bożena Pyrkosz, Andrzej Kluz
Główny blok dzisiejszego wieczoru stanowił pokaz przeźroczy czyli diapozytywów
(slajdów) z tradycyjnego rzutnika. Przypomnę, że tej techniki używaliśmy przez
pierwszych kilkanaście lat istnienia cyklu SP. Sam w latach 90-ych i początkiem
2000 zrobiłem kilkaset takich pokazów. Według Pana Jacka (również tak uważam)
jakość zdjęć jest lepsza –a jedynym minusem jest lekki szum wydobywający się z
mechanizmu chłodzącego lampę projektora. Pan Jacek wyselekcjonował slajdy ze
swoich wypraw w Himalaje, co z komentarzem i ciekawostkami stworzyło przeciekawe
widowisko. W tym miejscu muszę przypomnieć, że kiedy w latach 80 i 90-ych Pan
Jacek miał prezentacje w języku francuskim na tutejszych uniwersytetach, sale
konferencyjne były przepełnione a studenci siedzieli na schodach i podłodze. Z
zamieszczonego poniżej wywiadu można się więcej dowiedzieć o działalności
„Gościa dzisiejszego Wieczoru”.
Po zgaszeniu rzutnika
poprosiłem pana Andrzeja do zagrania utworu Leonarda Cohena pt. „Dance Me to the
end of love”. Oprócz oryginału, słyszałem wiele jego wersji na różnych
instrumentach – ale ta dzisiejsza na akordeonie była dla mnie najlepsza!

Wojtek Skoryna
Kiedy Pan Jacek stał już
na środku przed publiką i czekał na pytania z sali, najpierw otrzymał gromkie
długie brawa a potem prezeska KPK Bożena Pyrkosz wręczyła Mu piękny bukiet
kwiatów. Podobną wiązankę otrzymał również nasz akordeonista pan Kluz. Za kwiaty
dziękujemy Teresie Więckowskiej, właścicielce kwiaciarni Gala w dzielnicy
Outremont.
Jeżeli chodzi o pytania
z sali, to były one typowe, standardowe: dlaczego w góry?, jak funkcjonować w
tak niskich temperaturach? itp. Pan Jacek dał starą i zarazem najprostszą i
sprawdzoną odpowiedź: „chodzimy w góry – bo są!”

Bożena Pyrkosz
Na zakończenie
poprosiłem Macieja Domańskiego (był kiedys prelegentem SP), który interesuje się
górami i uczestniczył w kilku wyprawach wysokogórskich.
Dziękujemy bardzo Panu
Jackowi, który przyniósł białe i czerwone wino, piekarni Rosemont za pączki oraz
Gieni Sałackiej i Barbarze Zakrzewskiej za przygotowanie recepcji.
Osobne podziękowania
składam Marianowi Kopczyńskiemu za zrobienie zdjęć i jeszcze raz Wojtkowi
Skorynie za pomoc w zorganizowaniu wieczoru.
Jerzy Adamuszek

Krzysztof Wielicki
Znamy się z Jackiem od
wielu lat i mimo upływu czasu i różnych historii nadal utrzymujemy bliski
kontakt i dzielimy się naszymi doświadczeniami. Jacek, jak wielu moich Górskich
Przyjaciół, był wizjonerem i wiedział jak zapisać polski alpinizm i himalaizm na
kartach historii. Doskonale zorganizowany, operatywny, pomocny przy
organizowaniu polskich wypraw zdobywał środki finansowe na organizację naszych
wypraw zimowych, bo wiedział, że to nowy rozdział w historii alpinizmu. Za Jego
sprawą były sukcesy zimowe na Cho Oyu. To Jacek był sprawcą, że pierwsza zimowa
wyprawa na K2 wyruszyła w 1987 roku. Nie zabrakło też Jacka przy drugiej próbie
zimowej na K2 w 2002/2003. Jacek dla mnie jest ikoną be human.
Krzysztof Wielicki

Po przyjeździe do
Montrealu natychmiast zacząłem szukać kontaktów z ludźmi gór. Nie musiałem długo
czekać, ponieważ natychmiast skierowano mnie do Jacka, którego łatwo było
znaleźć w prowadzonym przez niego sklepie z artykułami alpinistycznymi na Queen
Mary. Dał mi wiele wskazówek, które były niezbędne dla początkującego imigranta.
Pomógł mi znaleźć pracę lub sam mi ją dawał. Poszerzał moje kontakty ze
wspinaczami z Montrealu. Dzieki jego znaczącemu udziałowi w Złotej Erze
Polskiego Himalaizmu Zimowego, uczestniczyłem w spotkaniach międzynarodowych
gwiazd alpinizmu na Wyższych Uczelniach Montrealskch, w jego sklepie i w jego
domu. To również dzięki niemu poleciałem do Calgary na polsko-kanadyjską wyprawę
na Mt. Warsaw w Górach Skalistych. Gościnność Jacka pozwalała nam na częste
weekendowe wypady do jego "chalet" (domku na wsi) w Eastern Townships, gdzie
przyjeżdżaliśmy z przyjaciółmi, rodzinami i korzystaliśmy z jego nart, rakiet
śnieżnych i chodziliśmy na piesze wędrówki, po okolicznych górach. Swoim
przykładem wzbogacił moją miłość do gór. Dziękuję Ci Jacku.
Wojtek Skoryna
Wywiad z Jackiem Olkiem
Jerzy Adamuszek (J.A.): Kiedy rozpoczął Pan uprawianie lekkoatletyki i
dlaczego właśnie ta dyscyplina?
Jacek Olek (J.O.):
Uprawianie sportu zacząłem dość wcześnie, jak miałem 10 -11 lat. Organizowaliśmy
podwórkowe igrzyska, które odbywały się na dużym trawniku przed Ministerstwem
Kultury. Główna dyscyplina to był bieg wokół trawnika . Bieg nazywaliśmy „do
oporu” i kończył się on wtedy, kiedy zostawał tylko jeden zawodnik - zawsze
wypadało na mnie. Kiedy miałem 14 lat, zapisałem się do klubu Gwardia Warszawa.
J.A.: Jakie były największe sukcesy?
J.O.: Największy
sukces w mojej karierze sportowej to klubowe mistrzostwo Polski w sztafecie 4 X
400 m w 1966 w Warszawie. Biegłem wtedy na trzeciej zmianie.

J.A.: Proszę o kilka słów o studiach.
J.O.: Byłem
studentem dwuletniego studium języków obcych, angielskiego i francuskiego.
J.A.: Czy odłączenie się od grupy podczas zawodów w Budapeszcie było
planowane?
J.O.: Mój klub
Gwardia Warszawa została zaproszona na mecz do Budapesztu z lokalnym klubem
Dogza. Na tym meczu moim rywalem a zarazem kolegą był węgierski biegacz
Istoczki, który drugiego dnia poinformował mnie, że Węgry zniosły wizy do
Bułgarii i Jugosławii. Szybko powziąłem decyzję i odłączyłem się od ekipy.
J.A.: Proszę opisać to nielegalne przedostanie się „na zachód”.
J.O.: Pojechałem
pociągiem z Budapesztu do Sofii, a później do Belgradu i stolicy Słowenii,
Lublany.Tam zapisałem się do Studenckiego Klubu Turystycznego, gdzie poznałem
młodą studentkę, która powiedziała mi, że jej brat kilka lat wcześniej uciekł
przez góry do Austrii. Z Lublany zabrało mi kilkanaście godzin, żeby znaleźć się
wieczorem w małej wiosce austriackiej, skąd pojechałem pociągiem przez
Klagenfurtu do Wiednia. Potem – również nielegalnie - dostałem się do Niemiec
Zachodnich. Po jakomiś czasie probówałem przedostać się do Francji, ale na
granicy mnie złapali i odesłali do obozu dla uchodźców w Zirndorf koło
Norymbergii. Po kilku miesiącach pojechałem do Frankfurtu, gdzie znalazłem pracę
w firmie Siemens, gdyż mówiłem już dość dobrze po niemiecku. Po otrzymaniu
kanadyjskiej wizy przyleciałem do Montrealu.
J.A.: Jak Pan rozpoczynał życie w Kanadzie?
J.O.: Zapisałem
się na kursy angielskiego dla emigrantów, za które wtedy płacili .Po kilku
miesiącach znalazłem pracę w Canadian Pacific Telecomunication. Kontynuowałem
bieganie i kilka razy brałem udział w maratonach.
J.A.: Przejście przez Ziemię Baffina – proszę przybliżyć nam ten projekt.
J.O.: Na
publicznym spotkaniu spotkałem geografa, który pokazał mi na mapie Ziemię
Baffina i poinformował, że nikt jeszcze przez nią nie przeszedł. Automatycznie
wpadłem na pomysł, aby zaproponować wspólną ekspedycję dwóm kolegom, którzy ze
mna trenowali. Kupiłem w Norwegii sanie, takie same jakie Nansen używał podczas
wyprawy na Biegun Północny. Sam transport sań z Norwegii kosztował wtedy 600 $.
W ciągu 7 tygodni pokonaliśmy dystans 240 km przez Ziemię Baffina - a sanie z
całym ładunkiem ważyły ponad 200 kg.

J.A.: Następnym celem było wejście na Mt. Logan.
J.O.: Wyprawę na
najwyższy szczyt Kanady - Mount Logan zorganizowała Quebecka Federacja Gór. Była
to pierwsza tego typu próba i zakończyła się sukcesem.

J.A.: Przejdźmy do kontaktów z himalaistami z Polski. Pierwszym był Andrzej
Zawada –
zgadza się?
J O: Jesienią 1981 roku zaprosiłem do Montrealu na konferencję Andrzeja
Zawadę, kierownika pierwszej zimowej ekspedycji na Mount Everest. Szczyt zdobyli
Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki. Po tej wyprawie kolejnym celem Zawady było
pierwsze zimowe wejście na drugi szczyt swiata K2 (8611 m npm). Najpierw trzeba
było zorganizować zimowy rekonesans samego dojścia do północnej ściany K2.
J.A.: Rok 1983. Uczestniczył Pan w pierwszej zimowej wyprawie w Himalajach.
J.O.: W 1983 roku
zrobiliśmy to z Andrzejem i dopiero wtedy można bylo snuć realne plany na zimową
wyprawę na K2.
J.A.: Dwa lata później miała miejsce polsko-kanadyjska wyprawa.
J.O.: Okazało
się, że były duże trudności z uzyskaniem pozwolenia od Rządu Pakistańskiego. Nie
chcąc tracić czasu postanowiliśmy z Andrzejem zorganizować zimową wyprawę na
nepalski szczyt CHO-OYU (8156m) – nigdy niezdobyty zimą. Było to w 1985 roku i
wyprawa zakończyła się sukcesem. Na szczyt weszły dwa zespoły: Berbeka z
Pawlikowskim a potem Kukuczka i Heinrich.
J.A.: Czy wyprawa w 1987 była największą i najważniejszą w Pańskiej karierze
himalaisty?
J.O.: Dwa lata
później uzyskaliśmy wreszcie pozwolenie na zimową ekspedycję na K2, w której
wzięli udział himalaiści z Polski, Kanady i Anglii. Wyprawa trwała 3 miesiące i
najwyższy punkt 7300 m osiągnęli: Wielicki, Cichy i Jean François Gagnon. Na
pewno ta wyprawa była w mojej karierze największą i najważniejszą.
Himalaje
J.A.: Potem była długa przerwa i zdecydował Pan na współpracę z Darkiem
Załuskim
J O: Kolejny
wyjazd w Karakorum to zimowy rekonesans południowej ściany K2 od strony
chińskiej. W 1999 planowaliśmy to z Andrzejem Zawadą. Niestety, Andrzej poważnie
zachorował i poleciałem na ten rekonesans z Darkiem Załuskim.
J.A.: Teraz zmieńmy temat i proszę opowiedzieć nam o działalności biznesowej.
Chodzi głównie o prowadzenie sklepu Blacks International
J O: W 1973 polecieliśmy z moją żoną Anne na dwa miesiące na Wyspy
Galapagos w Ekwadorze. Ten wyjazd zmienił moją karierę. Blacks International z
Ottawy otwierał sklep dla podróżników i alpinistów w Montrealu. Zaangażowano
mnie na sprzedawcę, a po roku zostałem managerem. W 1988 roku po powrocie z
zimowej wyprawy na K2 wykupiłem ten sklep a w 1995 roku założyłem drugi.
Prowadziłem te dwa sklepy aż do 2003. Czasy stawały się trudniejsze i z tego
powodu nie mogłem sobie pozwolić na zimowe wyjazdy w góry.
J.A.: W 2018 zaproszono Pana do Banff w Górach Skalistych. Każdy eksplorator
gór czeka na taki moment.
J O: W 2018 roku
Festiwal Filmów Górskich w Banff przyznał mi bardzo prestiżową nagrodę za mój
wkład w pionierskich ekspedycjach w najwyższych górach świata i prawie 40
letniej promocji działalności górskiej.

Leszek Załuski jego żona Alicja (z Ottawy) i "gość wieczoru"
J.A.: Proszę sięgnąć do pamięci i opowiedzieć jakieś ciekawe momenty z
licznych prelekcji, które Pan odbył w całej karierze i kontaktach z mediami itp.
J.O.: Jesienią 1988 zaprezentowaliśmy w dużym audytorium na Uniwersytecie
Montrealskim pokaz o zimowej wyprawie na K2. Sala była pełna, przyszło 1100
osób. To był pokaz przeźroczy ze standardowego rzutnika. Tak się złożyło, że
akurat na początku pokazu miało miejsce małe trzęsienie ziemi i na rzutnik
spadły małe kawałki z sufitu. Pokaz został przerwany, aby naprawić sprzęt.
Niektórzy z widowni zaczęli się niecierpliwić. Wziąłem wtedy mikrofon i
zapowiedziałem, że my włożyliśmy w tą ekspedycję kilka lat naszego życia i
jeżeli nie jesteście w stanie poczekać kilka minut, to proszę wszystkich o
opuszczenie sali!. Zapadła grobowa cisza. Po kilku minutach wznowiliśmy pokaz,
który zakończył się brawami na stojąco.

J.A.: Jeśli można na zakończenie kilka zdań o rodzinie. Jak Pańska żona,
Francuzka, znosiła to wszystko, te kontakty z kolegami w języku polskim itp.
J.O.: Moja żona Anne nigdy nie przeciwstawiała się moim licznym kontaktom
z alpinistami z Polski albo z Polską lub z Polonią. Z zawodu jest profesorką
literatury francuskiej na tutejszym uniwersytecie.
J.A.: Macie jedną córkę, czy może ona poszła w ślady ojca?
J O: Kiedy Ivik urodziła się, to dla mnie było naturalne dać jej imię,
które ma związek z Innuitami. Samo imię bardzo mi się spodobało... krótkie jak
„Olek”. Kiedy Ivik miała cztery lata, zabralismy ją do Peru. Później dużo
podróżowaliśmy po Europie. Ivik zrobiła dyplom pielęgniarki i magisterium na
Uniwesrytecie Montrealskim, a potem zaagażowała się w organizacji „lekarze bez
granic” i pojechała na misje do Konga i Malawi. Później pracowała z Crees i z
Inuitami. Obecnie jest dyrektorką kliniki dla autochtonów w Montrealu.

Jerzy Adamuszek
Relacja ze spotkania i wywiad z Jackiem Olkiem: Jerzy Adamuszek
Zdjęcia: Marian Kopczyński
Przygotowanie zdjęć ze spotkania na witrynę: Maria Jakóbiec
Witryna: Jacek Stomal
|